„Napięcie rosło, karetki wciąż kursowały. Dopiero kilka godzin później okazało się, że jechały one na pomoc poszkodowanym w wypadku samochodowym.
rawie w tym samym czasie co wstrząs, na ul iemianowickiej autobus zderzył się z tramwajem. Na miejscu poniosło śmierć dziecko, byli ranni. O tym jednak mieszkańcy miasta jeszcze nie wiedzieli, więc krążące sanitarki potęgowały wrażenie, a w ludzkiej wyobraźni rosła liczba ofiar.
Wkrótce podano prawdziwe dane. Już kilkadziesiąt minut po wstrząsie doktor Gajewski z Pogotowia Ratunkowego poinformował, że jest pięć ofiar. Cztery osoby odniosły powierzchowne urazy w postaci stłuczeń i drobnych zranień; po udzieleniu pierwszej pomocy udały się do domów. Pecha miał tylko 49letni Kazimierz Falkiewicz, pracownik miejscowego „Metalzbytu", który zmierzał właśnie do swego przedsiębiorstwa i w krytycznej chwili znalazł się na placu Kościuszki, niespełna 50 metrów od „Metalzbytu". Kilkanaście metrów za nim, , nieco z boku, szedł Grzegorz Wilk. lak zapamiętał te chwile
— Szedłem od ulicy Jainty i przed sobą miałem właśnie tę kamienicę. Nagle cały dom jakby zalalował. Zatrzymałem się, bo sądziłem, że zawróciło mi się w głowie. Dom nadal falował. Zaraz potem z domu posypały się dachówki, poleciał tynk i jakieś bryły, chyba gzymsy. Odskoczyłem kilka metrów. Bryla kamienna spadła, tak mi się wydawało, przed mężczyzną idącym przede mną. Ale on upadł. W kilka osób podbiegliśmy do niego. Miał wykrzywioną z bólu twarz. Ktoś pobiegł do telefonu Potem przyjechała sanitarka i zabrała go.“(3)
Świat według Ludwiczka |moderowany blog |kominy