„Przy tej lekkomyślności panny cień przemknął po twarzy pana Fleminga, który pyta — Czy pójdziemy
Panna dEspard mówi, powstając — Wyobraź pan sobie, pan Fleming obiecał mi nowy kapelusz! Je6tem go bardzo ciekawa. Owszem, pójdźmy! — I tłumaczy rektorowi — Idziemy na halę Daniela po zsiadłe mleko dla pana Fleminga.
Idą więc.
Nic zdążyli jeszcze wyjść poza obręb sanatorjum, gdy ton ich rozmowy się zmienił. Nowy ton był taki, że — milczeli. Ludzie nie mogą zawsze grać na tej samej strunie, niektóre struny pękają, czasami więc grają na ostatniej. A oto i panna dEspard, ona, która z taką łatwością rozmawiała o wBzystkiem, czemu teraz nic nie mówiła Musiało to dziwić pana Fleminga. Sam on nigdy z natury nie był wielomówny, nie był żadną kaskadą, żadnym strumieniem, ale lubił, by go zabawiano rozmową. Mógł od czasu do czasu wstawiać subtelne i trafne 164 Iowa, innym zaś pozostawiał resztę, — taką była jego natura. Ale panna dEspard!
Wreszcie i ona mówi coś, co nie może nadal ponHtać niewypowiedziane że tak, już poraź ostatni .upewne towarzyszy mu teraz na halę!
To ugodziło —Tak Jakto — rzekł pan Fleming. Co za niespodzianka, całkiem był na to nieprzygotowany. — Czy wyjeżdża pani —zapytał.“(14)
<<<< Założycielem gazety był
| - Dobrze Wejdź więc >>>>
katalog |Amerykański smok Jake Long |przynęty